Przejdź do głównej zawartości

Za co pokochałam Norwegię? Sekrety norweskiego życia..

Czy słyszałeś już kiedyś o cudownym norweskim klimacie? Wszechobecnym spokoju? Kraju, gdzie czas płynie jakby wolniej?


     Mój pierwszy pobyt w Norwegii, przyznam szczerze, nie należał do udanych. Było to cztery lata temu, kiedy moje priorytety, jako maturzystka, były zupełnie inne, niż teraz. Pierwsza wizyta w Norwegii zakończyła się dla mnie miłymi wspomnieniami widoków, ale też niechęcią związaną z ,,nudnością" tego kraju. Nie zdawałam sobie jeszcze z tego sprawy, jak wygląda ,,dorosłe życie''. To nie ciągła praca, szybkie życie jest sposobem na funkcjonowanie (a niestety w Polsce co raz częściej to widzę) i sama, w trakcie studiowania, doskonale tego doświadczyłam. 
    Ciągły bieg, mnóstwo zadań do realizacji, a czas dla siebie i rodziny schodzi na drugi plan... nie jest to dobry sposób na życie. Wiadomo, ze w Polsce jest ciężej, zwłaszcza finansowo, dlatego ciągle pracujemy, kombinujemy, chcemy móc godnie żyć.








Za co pokochałam Norwegię?


  • Przede wszystkim- za krajobraz!

Górzysto-wodny, fiordy, drewniane domki i dużo zieleni! Brzmi bajecznie? Tak jest! Naprawdę, każdy weekend można przeznaczyć na spacery, celebrując wolną chwilę i naturę. Dodatkowo w Norwegii znajduje się pełno fajnych miejsc, pozwalających na spontaniczne wypady, spanie w namiocie (już niedługo kolejna edycja Auto Stop Race!). Czyż to nie jest piękne obudzić się o wschodzie słońca z widokiem na góry? Na pewno będę musiała kiedyś to zrobić :)

  • Chęć Norwegów do aktywności fizycznej
Oczywiście, nie narzekam tutaj, że Polacy nie są aktywni, bo faktycznie co raz częściej i więcej mówi się o zdrowym trybie życia. Jednak coś, co przede wszystkim przykuło moją uwagę- nieważne, czy jest ładna, czy brzydka pogoda, (mam wrażenie, że im to różnicy nie robi), Norwegowie chętnie wychodzą na spacery. W trakcie lekkiej zamieci śnieżnej widziałam mnóstwo spacerujących Norwegów. Prawdopodobnie przyzwyczaili się do zmiennych warunków pogodowych. Dodatkowo, w kwestii aktywności fizycznej, mnóstwo starszych Norwegów uczęszcza na siłownie i są naprawdę w dobrej kondycji fizycznej.

  • Kultura jazdy
O ile bezpieczniej czuje się będąc w Norwegii! Przechodząc przez pasy, czy też poruszając się drogami. Bardzo szybko można stracić prawo jazdy za nie przestrzeganie przepisów.
  • Skromność
Norwedzy mimo, ze posiadają na pewno spore pieniądze, to mieszkają w minimalistycznych domach, ubierają się skromnie, a pieniądze wydają przede wszystkim na wypoczek (z tego co zaobserwowałam i słyszałam). W pełni utożsamiam się z takim podejściem. Wolę mieć mały drewniany domek, niż wille, ale pozwolić sobie na podróże. Dodatkowo centra handlowe nawet w poniedziałki, o połudnu potrafią być puste. Z pewnością wynika to też z faktu, że Norwegia ( okolice Alessundu- w mieście, gdzie byłam) nie jest za bardzo zaludniona.








Komentarze

Obserwatorzy

Popularne posty z tego bloga

Szczotka z Rossmanna, lepsza niż tangle teezer?!

"Dtangler" - szczotka z Rossmanna. Czy, aby tańszy zamiennik tangle teezer?
Miałam już dwie szczotki tangle teezer, standardową wersję oraz kompaktową. Z obu byłam zadowolona, jednak wciąż to nie było TO. Podczas, gdy większość zachwalała tangle teezery, ja odczuwałam niedosyt. Tak więc nieustannie poszukiwałam nowej szczotki. Już od dawna miałam ochotę wypróbować detangle, ale nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dzień przed wyjazdem znalazłam tę o to szczotkę w Rossmannie! Od razu postanowiłam kupić, wypróbować i zdać Wam relacje.








Igiełki nie kłują, są elastyczne. Można wykonywać tą szczotką taki sam masaż jak tangle teezerem, tylko z tą różnicą, że dtangler posiada rączkę! Co dla mnie jest ogromnym plusem, który bardzo ułatwia rozczesywanie włosów.




Cena: 20zł, bez grosza :)

Porównanie tangle teezer, a dtangler: 
tangle teezer: +dobrze rozczesuje
+ wygładza
+ nie elektryzuje
+ posiada idealne igiełki
- niszczy końcówki
- wysoka cena

szczotka z Rossmann…

Kolejne rzęsy Aliexpress, czyli ja i moje uzależnienie rzęsowe! FALSE LASHES

Witajcie Kochani!
Ci, którzy już dłużej są ze mną na blogu zapewne się domyślają, że mam obsesję rzęsową. Owszem, mam i nie zamierzam nawet temu zaprzeczać! Zgadzam się z tym w 100%. Dla mnie rzęsy są ozdobą całej twarzy.. może przesadzam, ale no cóż. Pamiętajcie, pisze Wam to osoba z obsesją na ich punkcie :D  Jednak dłużej nie przedłużając przechodzę już do meritum posta.
Już raz pokazywałam Wam paczkę z Aliexpress, gdzie zamówiłam sobie pędzel. Dzisiaj postanowiłam, że pokażę Wam rzęsy, które zamówiłam również z tej stronki.
Zacznę od tego, jak prezentują się "na mnie":


Jednak jak widać po zdjęciu (lub może nie widać? :D ) nie przyklejam całego paska rzęs, a jedynie połowę. Taki efekt odpowiada mi najbardziej. Nie jest nachalny, jedynie optycznie powiększa mi oko. Może tylko czasami nakładam cały pasek, ale to raczej na jakieś większe wyjścia, a powyższy look jest moim codziennym.

Znajdują się na niezauważalnym na oku, bezbarwnym paseczku, są mięciutkie i na szczęście nie błys…

Ślimak, mały wybawca? Aliexpress w akcji.

KREM ZE ŚLUZEM ŚLIMAKA Krem ten zamówiłam na chińskiej stronie, jaką jest aliexpress. Wielokrotnie już o niej pisałam na blogu, więc nie będę się rozwodzić dłużej nad tym co to za stronka i przejdę do konkretów. Ten mały bohater był przez wielu wychwalany na przeróżnych grupach aliexpressowiczow, w większości zbierając prawie same pozytywne opinie. Kosztuje naprawdę niewiele, bo około 6 zł. Stąd postanowiłam, że zaryzykuje i sprawdzę czy faktycznie jest taki dobry. Wiele od niego wymagałam, gdyż pamiętam, że mój wcześniejszy krem ze śluzem ślimaka sprawił, że moja cera była rozjaśniona, nawilżona, jędrna i ogólnie cały jej stan się poprawił. Poza tym, czytając same pozytywy.. też chciałam być zadowolona :)